Ćwiczymy lewą półkulę mózgu i motorykę małą

Dziś chciałabym Wam pokazać jak ćwiczymy lewą półkulę mózgu i motorykę małą – jednocześnie.

W jaki sposób można to robić?

Za pomocą genialnej układanki lewopółkulowej na wkręty wykonanej przez Blue-Sky.

Ale nim pokażę Wam tą układankę i nasze układankowe wariacje, chciałabym pokrótce nakreślić Wam rys historyczny, że tak to ujmę 😉

Otóż jakiś czas temu napisał do mnie Pan Grzegorz Gadomski z propozycją współpracy. Spytał mnie czy byłabym zainteresowana testowaniem jego produktów i rzetelną recenzją na moim blogu.

Jakiś czas się zastanawiałam, bo jak wiecie z mojej zakładki „współpraca” na blogu – jestem trochę zmanierowana i nie przyjmuję każdej tego typu oferty.

Wyznaję zasadę, że jeśli ktoś już do mnie trafi do zakładki „współpraca” to musi to być rzecz z klasą, coś w czym widzę potencjał – takie coś… no wiecie… z przytupem i śpiewem na ustach 😉

Z każdym kolejno wymienianym meilem rosła moja sympatia do Pana Grzegorza, z sympatii narodziła się, już śmiało mogę powiedzieć – przyjaźń – na pewno z mojej strony.

Niestety jeszcze nie dane mi było spotkać pana Grzegorza w „realu”, ale już niedługo się to zmieni. Jesienią, mam nadzieję poznać Pana Grzegorza osobiście na konferencji organizowanej przez Wydawnictwo Edukacyjne na którą zostałam zaproszona jako prelegent.

Oj… bo jeszcze Wam nie wspominałam… no to cóż…jesienią będę wygłaszała krótką prelekcję na konferencji we Wrocławiu 🙂

Więc jakbyście mieli ochotę posłuchać co plotę 3 po 3 to wstępnie zapraszam 😉

Chętnych też zapraszam na Targi Książki w Krakowie, bowiem szefostwo Wydawnictwa Edukacyjnego wymyśliło, a ja się zgodziłam, aby na ich stoisku podpisywać moje ćwiczeniówki, które ukażą się ich nakładem.

Więc teges 😉 – jeśli chcecie przy okazji zakupu ćwiczeniówek mojego autorstwa mieć dedykację w środku dla dziecka, to już teraz też zapraszam 🙂

Będzie się działo 😉

Ale do rzeczy, bo się rozpisałam…

Po zastanowieniu się i przejrzeniu sklepu i oferty Blue-Sky dostrzegłam w tych produktach, wykonywanych ręcznie przez Pana Grzegorza niesamowity potencjał i zgodziłam się na współpracę.

Tym samym z nieukrywaną radością chciałam Wam ogłosić, że sukcesywnie na moim blogu będą się pojawiały recenzje (plus moje pomysły na dodatkowe wykorzystanie) pomocy firmy Blue-Sky.

Tak więc oto na moją tapetę wskakuje jako pierwsza: Układanka lewopółkulowa na wkręty firmy Blue-Sky.

Na początek cena…

Pomyślicie – o matulu, ale jaka cena!

Dokładnie – miałam podobne odczucia, do czasu, aż nie dotknęłam jej sama. Teraz, po wnikliwym jej przetestowaniu, wydotykaniu na wszystkie możliwe strony, mogę Wam śmiało powiedzieć: jest warta swojej ceny.

Co więcej – im częściej po nią z Milenką sięgamy tym częściej myślę, że cena jest zdecydowanie zbyt niska.

Po pierwsze, jest od początku do końca wykonana ręcznie, z tak niesamowitą dbałością o szczegóły, że trudno uwierzyć. Nawet na podstawce do wkręcania, pod spodem…umieszczone są takie gumowe dynksy, aby podstawka się dziecku na stoliku nie przesuwała! Mój mąż także wnikliwie ją wydotykał i rzekł: “no ale jakość wykonania to wbija w podłogę”.

Uwierzycie, że w życiu nie dotykałam tak gładkiego drewna?

Serio…ja nie wiem ile czasu Pan Grzegorz spędził na polerowaniu tej tabliczki i kulek, ale ogromny szacun!

Naprawdę starałam się wymacać jakiś zadzior czy krzywiznę…ale ich tam po prostu nie ma. Nie znalazłam niczego do czego mogłabym się przyczepić. Nawet kulki wkręcają się bez najmniejszych problemów i zacinania się – co mogłoby frustrować pracujące dziecko.

Reasumując jakość: 20 na 10 punktów 🙂

Co dostajecie za tę cenę?

Drewnianą podstawkę, kuleczki do podstawki, zalaminowane karty pracy z układankami, grubą zbindowaną książkę z kolejnymi wzorami układanek oraz karty trójdzielne.

Koszyczka widocznego na powyższym zdjęciu nie dostajecie 😉 On jest nasz własny 🙂

Jak pracujemy?

Na początek typowo – tak jak autor miał na myśli 😉 Czyli dziecko dostaje kartę pracy i zgodnie ze schematem układanek lewopółkulowych (przypominam: rzędami od góry do dołu i od lewej do prawej) wkręca kuleczki.

Jak ja pracuję z Milenką?

Na początek rozpoczęłyśmy od lekcji trójstopniowej na kartach z kolorami, o tak:

Jeśli nie wiecie na czym polega montessoriańska lekcja trójstopniowa, to opiszę Wam w jednym z kolejnych postów. Bo niestety pamięć ma zawodna jest i nie pamiętam czy już o tym pisałam, czy nie.

W tym miejscu chciałabym się skupić na samej układance i jej możliwościach.

Kolejny krok to kolejne karty:

W tym miejscu jeszcze pochylę się nad kartami do lekcji trójstopniowych – niesamowicie wykonane. Ja naprawdę dużo laminuję i wycinam, i te rogi zaokrąglam, żeby Milena nie pocięła paluszków…. Myślałam, że osiągnęłam w tym mistrzostwo 😉 No niestety karty Pana Grzegorza to większe mistrzostwo niż to moje.

Muszę jeszcze potrenować wycinanie z laminatu i zaokrąglanie brzegów 😉

W kolejnym kroku pracujemy nadal z kartami w takim schemacie:

Po przepracowaniu z kartami Milenka bierze układankę. Kładę przed nią jedną kartę pracy z tych zalaminowanych, lub otwieram książkę.

Ona sobie wkręca, a ja piję kawę i czuwam 🙂

 

I skończone 🙂

Pisałam Wam wcześniej, że książka z dodatkowymi wzorami jest gruba – prawda? I nie przesadzałam, sami spójrzcie:

A w środku prezentuje się tak:

No i dobrze… teraz nadszedł czas na to, na co wszyscy z ciekawością i niecierpliwością czekają, czyli…

Ciekawe jakie inne zastosowanie takiej układanki tym razem ta Marzena wymyśli 😉

Po kolei w punktach, aby nie przynudzać 😉

1. Najbardziej oczywiste czyli – sekwencje słuchowe.

Proszę wkręć różowy, różowy, czarny.

2. Układanki symetryczne.

Na podstawce kładę sznurówkę po lewej stronie układam wzór. Zadaniem Milenki jest  odwzorowanie go.

3. Gra w rozpoznawanie cyfr.

Zasady są proste: na drewnianej podstawce kładę sznurówkę rozdzielając która część jest moja, a która Mileny.

Na kartach z kolorami kładę cyfry, biorę kostkę i gramy. Gracz w swoim ruchu rzuca kością, odczytuje na głos cyfrę. Sprawdza na kartach koloru który kolor jest przyporządkowany danej cyfrze i wkręca na swojej stronie planszy kulkę.

Jeśli gracz na kości wyrzuci cyfrę jakiej nie ma na polach koloru, a tym samym nie ma możliwości wkręcenia kulki – przeciwnik wykręca z jego części planszy dowolną kulkę.

Gra kończy się w chwili gdy któryś z graczy wyrzuci cyfrę i nie ma już kulki danego koloru w koszyczku. Rozgrywka jest bardzo szybka i przyjemna, a największą frajdę Milenie sprawia wykręcanie moich kulek 🙂

Wygrywa ten, kto wkręcił najwięcej kulek.

4. Gra w rozpoznawanie sylab.

Schemat i zasady rozgrywki są dokładnie takie same jak w grze w rozpoznawanie cyfr. Tylko na polach koloru kładziemy sylabki.

5. Kodujemy 🙂

Tak dokładnie! Uczymy się kodować.

Na kartach koloru układam sylabki dla ułatwienia Milenie odczytania kodu. Następnie na planszy wkręcam kod kulkami i zadaniem Mileny jest odczytanie zapisanego w formie kolorowego kodu – słowa. Lub odwrotnie – ja mówię słowo na głos, wyraźnie dzieląc na sylaby. Milenka wysłuchuje i odszukuje odpowiedni kolor kulek, po czym wkręca je w podstawkę.

I zmiana ról – Milena wkręca kod na planszy a ja odczytuję co zapisała.

Co Milenka mi zapisała?

6. Wkręcamy kolorowe sylabki.

Na kartce różnymi kolorami kredek piszę zdanie. Zadaniem Milenki jest wkręcenie kulek zgodnie z tym co przeczytała pamiętając o tym, że między słowami są odstępy – czyli jedno pole na planszy musi zostać puste.

To już dla niej jest bardzo trudne, ale walczy bardzo dzielnie.

Umawiamy się także wcześniej, że biały kolor kulki to żółta kredka.

Mam nadzieję, że pomysły na dodatkowe wykorzystanie tej układanki lewopółkulowej Wam się spodobały.

Czy polecam?

W 100% ! Naprawdę nie będziecie zawiedzeni, układanka po prostu, że się tak wyrażę kolokwialnie: miażdży system. A jak pięknie pracują przy niej małe paluszki stymulując jednocześnie w mózgu oprócz ośrodka motoryki małej, także ośrodek mowy!

Pozdrawiam Was serdecznie!

Komentarze

comments