Navigation
17 August 2017
Home / Afazja / Przez dziurkę od klucza / Orka na ugorze

Orka na ugorze

Co to jest orka na ugorze i co ma wspólnego z afazją?

Otóż wyobraźcie sobie, że nie potraficie myć zębów. Trochę z kosmosu porównanie, no ale załóżmy, że nie umiecie.

Przez dwa lata, bite dwa lata z hakiem ktoś codziennie, niezmordowanie pokazuje Wam i uczy Was myć zęby.

Bez mała 20 razy na dobę. A tak w zasadzie to więcej.

I gdy już temu komuś wydaje się, że opanowaliście nakładanie pasty na szczoteczkę i trafianie do ust – nawet nie wspominam o poprawnym szorowaniu, bo do tego daleka droga – okazuje się, że znów jest do bani. Że jednak nadal nie załapaliście. Że pasta trafia obok szczoteczki a szczoteczka w oko. Lub nos.

I mniej więcej tak samo działa afatyk na przykład w temacie: przyimki.

Przyimki to w ogóle jakiś kosmos jest.

I tak od dwóch lat, codziennie, niezmordowanie wałkujemy przyimki na miliard różnych sposobów. Uwierzcie – miliard.

Na obrazkach, przedmiotach codziennego użytku, na wszystkim. Dosłownie.

Nasze rozmowy zdeterminowane są przez przyimki. Wszystkie przyimki jakie mówię do Mileny, są dosłownie „napisane” dużymi literami. Za każdym, każdym razem, codziennie, miliard razy dziennie, ciągle i ciągle to samo.

Ja już na przykład gdy wsiadamy do samochodu nie pytam Mileny: wsiądziesz sama czy ci pomóc?

Już w głowie mam zakodowane i chyba nie potrafię inaczej: wsiądziesz sama DO samochodu czy ci pomóc.

I tak codziennie, non stop, co chwilę. Przez ponad dwa lata.

Zamiast: jak wypiłaś to odnieś kubek.

Jest: jak wypiłaś to odnieś kubek DO kuchni.

Zamiast: wyjmij buty, pójdziemy NA spacer.

Jest: wyjmij buty Z szafki, pójdziemy NA spacer.

Zamiast: połóż kredkę.

Jest: połóż kredkę NA stole.

Zamiast: usiądź i załóż buty.

Jest: usiądź NA podłodze i załóż buty NA nogi.

I tak w kółko, co chwilę….

Czasem myślę, że ja to już inaczej mówić nie umiem…

I gdy już wydaje mi się, że widzę światełko w tunelu… i na pytanie: gdzie wchodzimy?

Słyszę poprawną odpowiedź: DO domu (a nie W domu) jak na przykład dzień wcześniej…

I normalnie serce zaczyna mi się nieśmiało radować, że jakiś postęp i nieśmiałe myśli galopują, że może, no może coś w końcu załapie….

A pół godziny później ćwiczymy na obrazkach i na pytanie:

– GDZIE jest dziewczynka?

– Skacze.

– Tak skacze, ale gdzie skacze dziewczynka?

– Łóżko.

– Milenko, jeszcze raz, gdzie jest dziewczynka?

– Skacze w łóżko.

To wtedy normalnie wszystko mi opada…ręce, nogi i co tam jeszcze opaść może.

Ale nie piszę Wam tego, żebyście mi współczuli, czy tam głaskali po głowie.

Piszę Wam to po to żebyście wiedzieli, że w tej walce nie jesteście sami. Wiem, że wokół Was jest tysiące zdrowych dzieci, a po Waszej głowie galopują tabuny niefajnych myśli – począwszy od tych „dlaczego właśnie moje dziecko?”, a skończywszy na tych „nigdy się nie uda, no nigdy chyba tego nie zrozumie”.

Otóż, nie. Zrozumie, na pewno zrozumie. Najważniejsze jest to, żebyście się nie poddali.

Poddać się to najłatwiejsze co możecie zrobić.

Walczyć – to najtrudniejsze zadanie jakie przed Wami postawiono. I uwierzcie mi, powoli, małymi krokami jesteście w stanie tej walce stawić czoło. I co najważniejsze – wygrać.

I nie istotne z czym się borykacie – czy są to przyimki, części ciała, kolory, nauka czytania, rozumienie poleceń – naprawdę to nie jest istotne.

Istotne jest to, że Wasze dziecko boryka się z czymś, z czym samo sobie po prostu nie poradzi. Ta wiedza tajemnie, czary mary hokus pokus na dziecko nie spłynie – mogę Wam to zagwarantować.

Mówię Wam – na bank – to tak nie działa.

Jedynie Wasza determinacja, konsekwencja, siła woli, ośli upór – tak wyhodujcie w sobie ośli upór – to przyniesie sukces.

I nie jest istotne czy to potrwa rok, dwa czy pięć – ważne jest to, że podążając tą ścieżką uporu, konsekwencji i wytrwałości w ćwiczeniach – prędzej czy później odniesiecie sukces. Wasze dzieci odniosą sukces.

A jak Wam będzie bardzo źle, smutno i opadnie Wam wszystko co człowiekowi może opaść, bo ta nasza szczoteczka z pastą znów nie trafiła do ust tylko w oko… pomyślcie, że nie jesteście sami w tej walce. Że jest wiele osób które walczą z takim samym uporem i zacięciem jak Wy. I też czasem im wszystko opada, ale powstają i z oślim uporem brną dalej.

Ja też jestem taką osobą – z wielką ilością oślego uporu, toną determinacji i wiary, że musi się udać.

I nawet jak w poniedziałek wieczorem dostaję sms od wychowawczyni, że jutro mamy być w szkole wcześniej, bo dzieci będą miały dogoterapię.

I mówię Milence, że jutro do szkoły przychodzi specjalny gość – pies.

A ona mi na to: co to jest pies?

To wtedy w pierwszej sekundzie opada mi dokumentnie wszystko – ręce, nogi…wszystko. I myślę sobie: no bez jaj, to po prostu się nie uda, no ja temu nie podołam. Jak mogła zapomnieć co to do diaska jest PIES????

A potem przylatuje do mnie moje motto, które chciałabym aby było także od dziś Waszym mottem:

Uda się, na pewno się uda. Że niby MI SIĘ NIE UDA? NIE MA TAKIEJ OPCJI!”

Pozdrawiam Was serdecznie i…..

Głowa do góry!!!! NA PEWNO SIĘ UDA!

Komentarze

comments